Paulina Maria

jeden wieczór na balkonie i niewiadomo dokąd szybujący samolot pomylony ze spadającą gwiazdą i już wszystko o mnie wiesz ...

2008/05/09

Egzystencjalnie.

Jest.
Bywa.
Ubywa.

Stabilnie.
Czasami trochę mniej.

Życie.
Moje.

2008/01/23

Widać?


Jestem szczęśliwa.
Widać?

I nikt mi nie odbierze tego mojego szczęścia.
Tak bardzo mojego i subiektywnego.
Bo tylko ja mogę sobie je odebrać złymi myślami.
Zresztą. Jak każdy człowiek.

To co? Widać?

Zawęża się


Ten świat się zmniejsza
zawęża
do kwadratu
do dwóch

do ciebie i mnie

i
że nic
że nikt
nie może

tego zmienić

bo ja
tak chcę
i ty
też chcesz

2008/01/04

Nie zgub mnie

nie zgub mnie
obejrzyj się raz po raz
sprawdź czy wciąż jestem

bo ja chcę

tylko czasami tak szybko idziesz
że boję się
że nie nadążę

2007/12/30

Spotkanie klasowe


Spotkanie klasowe to najwyraźniej nie musi być odgrzewanie starego kotleta.
To może być pewnego rodzaju przeniesienie się kilka lat wstecz i pomyślenie - jak to kiedyś było i jak kiedyś widzieli mnie ludzie, a jaka jestem teraz. Czy zmieniłam się? Czy ludzie się zmienili?
Coś strasznie miłego móc zrozumieć, że tak naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami. Pozmieniały się tylko miejsca, czasy i przestrzenie. A my wciąż jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy jedynie poszli kawałek dalej.
Rodzi się też pytanie - co od czas siedzenia w ławkach w liceum osiągnęliśmy i czy nie za mało? Albo - nie za dużo? Czy nie straciliśmy czegoś po drodze?
Podsumowaniem spotkania jest stwierdzenie, że warto spotykać się co roku o tej samej porze, bo wówczas nie będzie po nas widać takiego wielkiego upływu czasu i zachowamy młodość, i to takie dziecko w sobie. Bo dla wielu ludzi wokół stajemy się pomału Panią/Panem, Magistrem, Doktorem, a dla tych ludzi zawsze będziemy "Jurkiem-Obszczypiórkiem". I tak już zostanie.
Dołączam zdjęcie z owego spotkania klasowego, które to tak bardzo natchnęło mnie do napisania tego posta.

2007/12/22

Tobie i sobie.


Mogłoby się wydawać, że niemożliwe jest przejście po półrocznym nierozmawianiu do rozmawiania o codzienności. Rozmawianie bez cienia goryczy, myślenia, że "gadaj sobie gadaj, ale co nabroiłaś to Twoje". A właśnie, że nie.
I nie wiem czy to jest kwestia umiejętności wybaczania i rozumienia, że każdy przecież popełnia błędy, czy po prostu znak, że pewne znajomości są nad ludzkimi ułomnościami?
Sama nie wiem.
Wiem natomiast, że strasznie cenię sobie umiejętność przełamywania się i sama bardzo staram się "przełamywać się". Choć to w niektórych przypadkach bardzo trudne i wiele czasu potrzeba, by zrozumieć, że bycie twardym i nieustępliwym nie jest dobrą drogą, bo życie jest jedno i jeżeli zmarnujemy choć jeden dzień - wszystko potoczy się inaczej.
Wiem też, że na tę chwilę są sprawy, co do których nie uda mi się samej przełamać. Może to kwestia czasu, może kwestia sprawy, osoby? Może czegoś innego? Dzisiaj jeszcze tego nie wiem.

Chciałabym tylko powiedzieć Tobie, że cieszę się, że się spotkałyśmy. I że mogłyśmy pogadać, tak jakbyśmy ostatni raz rozmawiały tydzień temu. I że mogę mieć nadzieję, że to zdarzenie nas czegoś nowego nauczyło. I że znowu jesteśmy koleżankami.

Dziękuję Tobie i sobie.

2007/12/19

Inne


Właściwie to każde święta są inne.
I te niby będą jeszcze bardziej inne.
Chociaż czy tamte poprzednie już inne nie były?

W innym gronie przy kolacji.
Ale tak jakoś spokojniej.
I bardziej szczerze.

Pewnie nie napiszę już nic więcej przed świętami.
Atmosfera, którą zaczynam czuć, wymaga pewnego zaangażowania w czynności takie jak sprzątanie i gotowanie.
A więc - dla tych wszystkich, którzy zaglądają tu czasami - Spokojnych i radosnych świąt! Niech będą one bardziej rodzinne, niż każde poprzednie, nawet jeżeli w innym gronie.

Pozdrawiam serdecznie.

2007/10/28

Szaro.

Nie każdy dzień jest taki, jaki wcześniej zaplanowaliśmy, aby był.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co nam w tym zaplanowaniu przeszkodzi.
Jakiś telefon. Jakieś spotkanie. List.
Gdyby całe moje życie składało się z takich właśnie dni, to nie bałabym się śmierci.
Ale (na szczęście) - wciąż się jej boję.

Właściwie możnaby wszystko odmienić.
Jakimś telefonem. Jakimś potkaniem. Listem.
Ale po co?
Skoro wszystko pędzi do przodu i możemy się jedynie spodziewać, że znów coś niezapowiedzianego po raz kolejny wybije nas z tej zaplanowanej szarości.